A raczej braku jej poczucia u niektórych dorosłych. Pewien portal informacyjny z Mojego Rodzinnego Miasteczka ma rubryczkę, w której każdy może złożyć życzenia, zamieszczając przy tym zdjęcie ,,ofiary'' [1]. Z okazji wczorajszego Dnia Dziecka było oczywiście sporo zdjęć dzieci, w tym jedno z dzieckiem na nocniku (polecam przy okazji poczytać, co o czymś takim pisała już dawno Kruszyzna).
Pomijam już to, jaki sens ma kierowanie czegokolwiek w Internecie wprost do dwulatka.
[1] Być może jestem przewrażliwiona, ale zdjęcia z domowego archiwum, powinny być wyłącznie do domowego użytku. No chyba, że osoba na nim się zgodzi. Ja nie i mam nadzieję, że moja rodzina i znajomi (pozdrawiam :) ) nigdy nie wpadną na taki pomysł.
wtorek, 2 czerwca 2015
środa, 27 maja 2015
O gramatyce
Drugi raz przez to przechodzę i drugi raz mam ubaw (choć chyba nie powinnam się przyznawać), gdy słucham, jak moje dziecko walczy z polską gramatyką. Jak ono nie jest świadome, że w takim na przykład angielskim mówiłby już poprawnie, a tu odmiany, deklinacje, osoby, wyjątki. Tylko jak tak sobie go dłużej posłucham, to sama mam potem wątpliwości, czy na przykład takie ,,jedzie'' to poprawne jest, czy nie.
Etykiety:
dzieci
piątek, 8 maja 2015
O szpitalu dziecięcym na K. - epilog
W końcu udało nam się (po trzech czy czterech odwołanych terminach[1]) przyjąć i dać H. zoperować. I - tak, jak pisałam wcześniej - nie mogę złego słowa powiedzieć o lekarzach i pielęgniarkach. Zalatani, zajęci, bo ich za mało[2], a pacjentów dużo, ale i z dzieckiem pogadają (co wcale takie oczywiste nie jest) i z rodzicami pośmieją i wyjaśnią to samo cierpliwie po raz kolejny. Nawet noc na podłodze przeżyłam, jedna to nie problem, pewnie przy dłuższym pobycie bym narzekała bardziej. Szpital stary, ciasny, budując nie przewidzieli takiej fanaberii, jak obecność rodzica przy chorym dziecku.
Ale jedno wydarzenie wytrąciło mnie z równowagi.
Przyszła sprzątaczka, sprząta, przestawia, wyciera. zabiera się za śmietniki i w dość niewybrednych słowach poucza mnie, że PRZECIEŻ DO BIAŁYCH WORKÓW WRZUCA SIĘ BIELIZNĘ, A ŚMIECI DO NIEBIESKICH! No przecież to takie oczywiste i wszystkim wiadome. Zanim zdążyłam wybuchnąć, uciekła nie reagując na moje wołania. Nie podarowałam, poszłam do pielęgniarki, naskarżyłam, powiedziałam, że sobie nie życzę takiego traktowania, a jak chcą, żebym dobrze wrzucała śmieci, to niech mi to powiedzą przed, nie ma problemu. Pielęgniarka bardzo spokojnie się zachowała, nie broniła, spytała się kto i co dokładnie powiedział. Mam nadzieję, że sprzątaczka odpowiednio została pouczona.
Bo nie chodzi o to, że chcę być roszczeniową mamuśką, która przyszła do szpitala, jak do hotelu i chce być traktowana jak wybredny gość. Wystarczy, że będą mnie tam traktować jak człowieka. Rodzic w szpitalu i tak jest na samym dole w hierarchii. Nie ma żadnych praw, poza prawem do bycia tam. Spać może najwyżej na krzesełku, bo na podłodze nie wolno (całe szczęście, że przymykają na to oko), z kuchni skorzystać nie może, a po jedzenie nie zawsze może wyjść (bo wtedy nie będzie miał kto dziecka obserwować). Przy okazji robi przy dziecku wszystko - zabawia, karmi, przebiera, uspokaja. Czy ja naprawdę dużo oczekuję?
[1] Wymagają, by dziecko przez 2 tygodnie przed przyjęciem było zdrowe i nie brało żadnych leków. Niewykonalne w przypadku żłobkowego 2-latka.
[2] Czego skutkiem jest to, że obecność rodzica przy małym dziecku jest po prostu konieczna.
Ale jedno wydarzenie wytrąciło mnie z równowagi.
Przyszła sprzątaczka, sprząta, przestawia, wyciera. zabiera się za śmietniki i w dość niewybrednych słowach poucza mnie, że PRZECIEŻ DO BIAŁYCH WORKÓW WRZUCA SIĘ BIELIZNĘ, A ŚMIECI DO NIEBIESKICH! No przecież to takie oczywiste i wszystkim wiadome. Zanim zdążyłam wybuchnąć, uciekła nie reagując na moje wołania. Nie podarowałam, poszłam do pielęgniarki, naskarżyłam, powiedziałam, że sobie nie życzę takiego traktowania, a jak chcą, żebym dobrze wrzucała śmieci, to niech mi to powiedzą przed, nie ma problemu. Pielęgniarka bardzo spokojnie się zachowała, nie broniła, spytała się kto i co dokładnie powiedział. Mam nadzieję, że sprzątaczka odpowiednio została pouczona.
Bo nie chodzi o to, że chcę być roszczeniową mamuśką, która przyszła do szpitala, jak do hotelu i chce być traktowana jak wybredny gość. Wystarczy, że będą mnie tam traktować jak człowieka. Rodzic w szpitalu i tak jest na samym dole w hierarchii. Nie ma żadnych praw, poza prawem do bycia tam. Spać może najwyżej na krzesełku, bo na podłodze nie wolno (całe szczęście, że przymykają na to oko), z kuchni skorzystać nie może, a po jedzenie nie zawsze może wyjść (bo wtedy nie będzie miał kto dziecka obserwować). Przy okazji robi przy dziecku wszystko - zabawia, karmi, przebiera, uspokaja. Czy ja naprawdę dużo oczekuję?
[1] Wymagają, by dziecko przez 2 tygodnie przed przyjęciem było zdrowe i nie brało żadnych leków. Niewykonalne w przypadku żłobkowego 2-latka.
[2] Czego skutkiem jest to, że obecność rodzica przy małym dziecku jest po prostu konieczna.
Etykiety:
reszta
piątek, 24 kwietnia 2015
O widoku z okna (w pracy)
Miewam taki plan, by codziennie robić jedno zdjęcie w tym samym ujęciu, a potem złożyć w całość. Bo sarenki, bo zające, bo kaczki, bo wiosna, bo jesień. Albo tak, jak dziś po prostu słonecznie.
Tylko musiałabym codziennie mieć ze sobą aparat.
Tylko musiałabym codziennie mieć ze sobą aparat.
Etykiety:
reszta
czwartek, 23 kwietnia 2015
O pożegnaniu
Odbieram H. ze żłobka, akurat bawią się w ogródku. Leci samolot.
- Mama, pać, hamolot. Hamolot leci.
- No to rób papa i idziemy.
- Papa, hamolot.
- Mama, pać, hamolot. Hamolot leci.
- No to rób papa i idziemy.
- Papa, hamolot.
Etykiety:
dzieci
sobota, 18 kwietnia 2015
O zaspokajaniu potrzeb
Swoich oczywiście. Nie mogłam spokojnie patrzeć, jak chłopaki śmigają ze swoimi puzzlami. Po prostu musiałam. Od razu lepiej.
Etykiety:
reszta
środa, 15 kwietnia 2015
Osiołkowi w żłoby dano
Kilka lat temu, gdy M. wyruszał do przedszkola, cudem prawdziwym było zdobycie miejsca w tymże przybytku. Najlepiej publicznym, jako tańszym. Teraz mam całkowicie przeciwny problem, H. dostał się do dwóch przedszkoli.
Przedszkole nr 1.
Społeczne, czy innej fundacji. Trochę płatne, ale do przyjęcia, zdecydowanie mniej niż obecnie za żłobek. Na uboczu, cisza, spokój, małe grupy, po jednej grupie z rocznika. Ma dobre opinie. Niecały 1km od domu, a jadąc tam całkowicie omijam korek na ulicy N. (Poznaniacy rozumieją), nawet nie dotykam tej ulicy.
Przedszkole nr 2.
Publiczne, w budynku przyległym do szkoły M. (wspólna stołówka, można wchodzić tym samym wejściem). Tanie jak barszcz. Moloch, 11 grup, 250 dzieci. Ma dobre opinie. Jadąc muszę wjechać w korek na ulicy N. (Poznaniacy rozumieją i mi współczują).
Kochane Bravo, co mam zrobić?
Przedszkole nr 1.
Społeczne, czy innej fundacji. Trochę płatne, ale do przyjęcia, zdecydowanie mniej niż obecnie za żłobek. Na uboczu, cisza, spokój, małe grupy, po jednej grupie z rocznika. Ma dobre opinie. Niecały 1km od domu, a jadąc tam całkowicie omijam korek na ulicy N. (Poznaniacy rozumieją), nawet nie dotykam tej ulicy.
Przedszkole nr 2.
Publiczne, w budynku przyległym do szkoły M. (wspólna stołówka, można wchodzić tym samym wejściem). Tanie jak barszcz. Moloch, 11 grup, 250 dzieci. Ma dobre opinie. Jadąc muszę wjechać w korek na ulicy N. (Poznaniacy rozumieją i mi współczują).
Kochane Bravo, co mam zrobić?
Etykiety:
dzieci
Subskrybuj:
Posty (Atom)
