wtorek, 8 marca 2016

O śnie spokojnym

H. położony do łóżeczka, gaszę światło, wychodzę. Przypominam sobie, że czegoś zapomniałam, więc wracam do pokoju, nie zapalając światła biorę i wychodzę. Po czym znów sobie przypominam o czymś, ponownie nie zapalając światła wchodzę, zabieram i wychodzę. A tu nagle:
- Mama! Co ty wyprawiasz?! Ja tu śpię!

***

Czy zastanawialiście się, dlaczego kładzie się rodzicom do głów, że rytuały u dziecka są bardzo ważne, trzeba im poddać się, nawet tym dziwnym, ale jeśli dorosły robi coś regularnie i daje mu to poczucie bezpieczeństwa i spokoju, to nazywa się to nałogiem?

sobota, 6 lutego 2016

O jajkach

W każdym opakowaniu jajek Farmio z wolnego wybiegu jest jedno, dokładnie jedno pobrudzone gówienkiem. Przypadek? Jakoś nie mogę wyobrazić sobie stanowiska pracy ,,brudzenie jaj''.

czwartek, 21 stycznia 2016

Homeland, czyli o satysfakcji

Uwaga, w dalszej części otwartym tekstem zdradzę jedną z końcowych scen 5-go sezonu.

A było tak: Rosjanie wywożą Allison z Berlina do Rosji samochodem, czyli jadą przez Polskę. Scena w lesie. Zatrzymuje ich policja. Komentuję:
- O, policja... i to nawet za Szczecina, bo mają rejestrację ZS... ale zaraz, przecież policja ma swoje własne rejestracje...

30 pif-pafów później.

-Ha! Amerykanie teraz dopiero wiedzą, że to fałszywi policjanci, a my wiedzieliśmy od razu.

sobota, 2 stycznia 2016

Joanna Chmielewska, Byczki w pomidorach

Do domku Alicji w Birkerod przybywa cała masa ludzi, w tym bliżej jej nieznani, ale poleceni państwo Buccy. Pani jest bardzo milcząca i swoim milczeniem i staraniem bycia niezauważoną wręcz denerwująca, pan jest natomiast denerwujący wprost i ostentacyjnie. Rychło okazuje się, że to kawał szui, a każdy albo go zna osobiście ze złej strony albo słyszał od innego bliskiego równie złe rzeczy. Ponieważ to kryminał, więc trup musi być, ale nikt specjalnie nie płacze z tego powodu.
Joanna jest, Alicja jest, Birkerod jest, pan Muldgaard jest, ale czegoś książce brakuje. Chyba miała powtórzyć sukces Wszystko czerwone. Cała paczka spędza czas na jedzeniu i piciu (jedna kawa i herbata po drugiej i ani jednej wzmianki o potrzebie wyjścia do toalety), przestawianiu stołu i plotkowaniu o państwu B. To trochę za mało.

czwartek, 22 października 2015

O różnicy między małymi chłopcami a dużymi dziewczynkami

H. nie chciał siąść na fotel u fryzjera. Krzyczał, wyrywał się, nie dał się przekonać. Poddaliśmy się. Za karę poszliśmy kupić mu buty.

sobota, 3 października 2015

Bug Art Ltd

Zakupiłam puzzle cześci tysiąca celem ozdobienia ściany. Puzzle ułożone, oprawione (gotowa ramka z Castoramy), powieszone. I wtedy na wysokości oczu (moich, czyli wcale tak nie wysoko nad podłogą) w jednym rogu pojawił się napis


a w drugim to


CO TO JEST?! I SKĄD SIĘ TAM WZIĘŁO?

Tak, to jest za szybą. Nie, to nie jest nadruk. Nie, to nie jest też pestka dyni, jak chciałam sobie na początku tłumaczyć. Na szczęście wygląda, że już o własnych siłach nie wyjdzie.
Moje jedyne podejrzenie to takie, że siedziało to coś w ramce i oprawiając zmusiłam je do ucieczki. Daleko uciec nie dało rady. Drugie, ciut mniejsze i nie tak przerażające jest kilka centymetrów wyżej.

czwartek, 3 września 2015

O adaptacji w przedszkolu

Ci, którym choć raz zdarzyło się powierzyć dziecko placówce przedszkolnej (zwłaszcza publicznej) znają pewnie ten obrazek: rodzic 3-latka otwiera drzwi do sali, z której dobiega zgodny ryk innych młodocianych, wkłada szybko dziecko do sali, drzwi się zamykają, tłumiąc nieco ryk z o jedno więcej gardeł. Na pewno też usłyszał, że tak jest zawsze, że dziecko tęskni, ale rodzic musi być twardy, że przestanie ryczeć, ale niech trochę poryczy, nic mu się nie stanie, ale rodzic do środka wejść nie może, bo tylko rozprasza, przedłuża, że inne dzieci też by chciały i takie tam.
Otóż, to jest BEZEDURA ((c) Anu Mru Mru).
Przedszkole, do którego trafił H. ma wpisane w regulaminie, że rodzic uczestniczy w adaptacji. Najlepiej jak na kilka pierwszych dni weźmie urlop (ja akurat mogłam), zwolni tempo, żeby choć na początku dnia być z dzieckiem. Byłam sceptyczna, nie wierzyłam, ale to naprawdę działa. Z dotychczasowych 3 dni przedszkolu jeden spędziłam niemal w całości, drugi prawie w połowie, dziś 5 minut. Trochę na sali bawiąc się z H., trochę na sali w kącie, trochę na korytarzu. Reszta dzieci całkowicie mnie ignorowała, a panie sprawiały wrażenie, że im w pracy nie przeszkadzam. H. okazał się tym najbardziej problemowym dzieckiem, spędziłam tam najwięcej czasu, reszta rodziców po połowie pierwszego dnia mogła już spokojnie wrócić do domu. Da się? Da się.