środa, 20 lutego 2013

Jest!

Jest. Jeden. Na dole. I nie jest to już takie białe coś pod dziąsłem, ale żywy kawałek wywleczonego na światło dzienne zęba.
Tylko wcale mnie to nie cieszy. Po co mu zęby, jak przez najbliższe kilka miesięcy jeszcze ich nie użyje? Tzn. użyje, ale nie w takim celu, w jakim zęby powinny być. Gryzienie matki nie jest dobre.
M. zresztą też ostatnio (dopiero, bo już po 6. urodzinach) wyrósł pierwszy stały ząb. Gdy mleczak był już prawie na wylocie, M. opowiada, jak to na treningu:
- ... poczułem taki słodki soczek przy tym zębie.
Nie mieliśmy sumienia powiedzieć mu, czym był ten soczek.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Ku pamięci

Bo takie małe już więcej nie będą, a duże nie powodują zbudynienia mózgu u matki.


środa, 13 lutego 2013

Life is brutal

M. ma dopiero 6 lat, a ja już spory mętlik w metodach wychowawczych i wartościach, które chcę mu wtłoczyć. Choćby takie karty z piłkarzami, szał ostatnich miesięcy, zbieranie, układanie, wymienianie. Zaniósł album do przedszkola i wymienił niemal wszystkie karty z extraklasy na stare karty z Euro i jeszcze parę innych. Bo kolega tak chciał. W sumie nawet zadowolony był. I tu go rodzice sprowadzili na ziemię, że takie wartościowe rzeczy tanio oddał, bo
1. trzeba przecież dbać o swoje dobra (życie jest przecież brutalne), no ale przecież
2. to jego karty i ma prawo z nimi zrobić co chce, ma prawo popełnić błąd i żałować swoich czynów (życie jest przecież brutalne), no ale
3. w końcu to nic złego dać coś i nie chcieć nic w zamian.
A coś mi mówi, że łatwiej nie będzie.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Rankiem

I co z tego, że H. przesypia całe noce, skoro ja po wybudzeniu - wystarczy takim na podanie smoczka[1] - nie mogę długi czas zasnąć. Tym bardziej w weekend, gdy dzień zaczyna się o 7 i oprócz śpiącego niemowlaka ma się w domu 6-letni wulkan energii. Coś sobie przypominam, że dawno temu weekend to był właśnie czas na odespanie całego tygodnia. Ale to dawno i nieprawda.



[1] Nobla dla tego, kto wymyśli samopowracające smoczki.

czwartek, 7 lutego 2013

Umberto Eco, Cmentarz w Pradze

Kapitan Simone Simonini, fałszerz, morderca, smakosz wykwintnej kuchni, nienawidzący Włochów, Francuzów, Żydów przede wszystkim, kilku innych nacji i kobiet oraz jego alter ego ksiądz Dalla Piccola, wspominają swoje życie na tle wydarzeń w Europie w XIX wieku. Jak się okazuje, wpływ na nie mają znaczny, a różne służby, mniej i bardziej tajne z różnych krajów, z radością wykorzystują fałszerski talent Simoniniego. Wróć, on nie fałszuje, on stwarza dokumenty prawdziwe, które zrządzeniem losu nigdy nie powstały, jak np. testamenty. Takim dokumentem jest też relacja ze spotkania rabinów na praskim cmentarzu (które przecież mogło się odbyć) znana później jako Protokoły mędrców Syjonu.
Oprócz tego całkiem sporo opisów mechanizmów powstawania spisków, teorii spiskowych i łatwości, z jaką można ludźmi, zarówno na poziomie pojedynczym, jak i tłumnym, manipulować.

Jest to najmniej ,,powieściowa'', najbardziej osadzona w historii i najcięższa w odbiorze powieść Eco. Historia Włoch i Francji XIX nie jest moją najmocniejszą stroną i, wstyd przyznać, w niektórych wątkach, szczególnie tych politycznych, nieco się pogubiłam.

Na koniec cytat wyrwany z kontekstu
,,...zdarzają się przecież dzieci z sześcioma palcami i kobiety znające tabliczkę mnożenia...''

środa, 6 lutego 2013

Kolejna umiejętność

Robi to tak: pociera jedną stópką o drugą, aż uda się ściągnąć skarpetki. I nie ma znaczenia czy są na śpioszkach czy bosej stopie. Ostatnio przeszedł na wyższy poziom, zdejmuje skarpetki założone pod śpiochy.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Skok

Czy skok rozwojowy polega na tym, że ubranka ,,spoko, mają jeszcze tyyyyle luzu'' z zeszłego tygodnia w tym robią się już ciasne?