sobota, 6 lutego 2016
czwartek, 21 stycznia 2016
Homeland, czyli o satysfakcji
Uwaga, w dalszej części otwartym tekstem zdradzę jedną z końcowych scen 5-go sezonu.
A było tak: Rosjanie wywożą Allison z Berlina do Rosji samochodem, czyli jadą przez Polskę. Scena w lesie. Zatrzymuje ich policja. Komentuję:
- O, policja... i to nawet za Szczecina, bo mają rejestrację ZS... ale zaraz, przecież policja ma swoje własne rejestracje...
30 pif-pafów później.
-Ha! Amerykanie teraz dopiero wiedzą, że to fałszywi policjanci, a my wiedzieliśmy od razu.
A było tak: Rosjanie wywożą Allison z Berlina do Rosji samochodem, czyli jadą przez Polskę. Scena w lesie. Zatrzymuje ich policja. Komentuję:
- O, policja... i to nawet za Szczecina, bo mają rejestrację ZS... ale zaraz, przecież policja ma swoje własne rejestracje...
30 pif-pafów później.
-Ha! Amerykanie teraz dopiero wiedzą, że to fałszywi policjanci, a my wiedzieliśmy od razu.
Etykiety:
filmy i seriale
sobota, 2 stycznia 2016
Joanna Chmielewska, Byczki w pomidorach
Do domku Alicji w Birkerod przybywa cała masa ludzi, w tym bliżej jej nieznani, ale poleceni państwo Buccy. Pani jest bardzo milcząca i swoim milczeniem i staraniem bycia niezauważoną wręcz denerwująca, pan jest natomiast denerwujący wprost i ostentacyjnie. Rychło okazuje się, że to kawał szui, a każdy albo go zna osobiście ze złej strony albo słyszał od innego bliskiego równie złe rzeczy. Ponieważ to kryminał, więc trup musi być, ale nikt specjalnie nie płacze z tego powodu.
Joanna jest, Alicja jest, Birkerod jest, pan Muldgaard jest, ale czegoś książce brakuje. Chyba miała powtórzyć sukces Wszystko czerwone. Cała paczka spędza czas na jedzeniu i piciu (jedna kawa i herbata po drugiej i ani jednej wzmianki o potrzebie wyjścia do toalety), przestawianiu stołu i plotkowaniu o państwu B. To trochę za mało.
Joanna jest, Alicja jest, Birkerod jest, pan Muldgaard jest, ale czegoś książce brakuje. Chyba miała powtórzyć sukces Wszystko czerwone. Cała paczka spędza czas na jedzeniu i piciu (jedna kawa i herbata po drugiej i ani jednej wzmianki o potrzebie wyjścia do toalety), przestawianiu stołu i plotkowaniu o państwu B. To trochę za mało.
Etykiety:
książki
czwartek, 22 października 2015
O różnicy między małymi chłopcami a dużymi dziewczynkami
H. nie chciał siąść na fotel u fryzjera. Krzyczał, wyrywał się, nie dał się przekonać. Poddaliśmy się. Za karę poszliśmy kupić mu buty.
Etykiety:
dzieci
sobota, 3 października 2015
Bug Art Ltd
Zakupiłam puzzle cześci tysiąca celem ozdobienia ściany. Puzzle ułożone, oprawione (gotowa ramka z Castoramy), powieszone. I wtedy na wysokości oczu (moich, czyli wcale tak nie wysoko nad podłogą) w jednym rogu pojawił się napis
a w drugim to
CO TO JEST?! I SKĄD SIĘ TAM WZIĘŁO?
Tak, to jest za szybą. Nie, to nie jest nadruk. Nie, to nie jest też pestka dyni, jak chciałam sobie na początku tłumaczyć. Na szczęście wygląda, że już o własnych siłach nie wyjdzie.
Moje jedyne podejrzenie to takie, że siedziało to coś w ramce i oprawiając zmusiłam je do ucieczki. Daleko uciec nie dało rady. Drugie, ciut mniejsze i nie tak przerażające jest kilka centymetrów wyżej.
a w drugim to
CO TO JEST?! I SKĄD SIĘ TAM WZIĘŁO?
Tak, to jest za szybą. Nie, to nie jest nadruk. Nie, to nie jest też pestka dyni, jak chciałam sobie na początku tłumaczyć. Na szczęście wygląda, że już o własnych siłach nie wyjdzie.
Moje jedyne podejrzenie to takie, że siedziało to coś w ramce i oprawiając zmusiłam je do ucieczki. Daleko uciec nie dało rady. Drugie, ciut mniejsze i nie tak przerażające jest kilka centymetrów wyżej.
Etykiety:
reszta
czwartek, 3 września 2015
O adaptacji w przedszkolu
Ci, którym choć raz zdarzyło się powierzyć dziecko placówce przedszkolnej (zwłaszcza publicznej) znają pewnie ten obrazek: rodzic 3-latka otwiera drzwi do sali, z której dobiega zgodny ryk innych młodocianych, wkłada szybko dziecko do sali, drzwi się zamykają, tłumiąc nieco ryk z o jedno więcej gardeł. Na pewno też usłyszał, że tak jest zawsze, że dziecko tęskni, ale rodzic musi być twardy, że przestanie ryczeć, ale niech trochę poryczy, nic mu się nie stanie, ale rodzic do środka wejść nie może, bo tylko rozprasza, przedłuża, że inne dzieci też by chciały i takie tam.
Otóż, to jest BEZEDURA ((c) Anu Mru Mru).
Przedszkole, do którego trafił H. ma wpisane w regulaminie, że rodzic uczestniczy w adaptacji. Najlepiej jak na kilka pierwszych dni weźmie urlop (ja akurat mogłam), zwolni tempo, żeby choć na początku dnia być z dzieckiem. Byłam sceptyczna, nie wierzyłam, ale to naprawdę działa. Z dotychczasowych 3 dni przedszkolu jeden spędziłam niemal w całości, drugi prawie w połowie, dziś 5 minut. Trochę na sali bawiąc się z H., trochę na sali w kącie, trochę na korytarzu. Reszta dzieci całkowicie mnie ignorowała, a panie sprawiały wrażenie, że im w pracy nie przeszkadzam. H. okazał się tym najbardziej problemowym dzieckiem, spędziłam tam najwięcej czasu, reszta rodziców po połowie pierwszego dnia mogła już spokojnie wrócić do domu. Da się? Da się.
Otóż, to jest BEZEDURA ((c) Anu Mru Mru).
Przedszkole, do którego trafił H. ma wpisane w regulaminie, że rodzic uczestniczy w adaptacji. Najlepiej jak na kilka pierwszych dni weźmie urlop (ja akurat mogłam), zwolni tempo, żeby choć na początku dnia być z dzieckiem. Byłam sceptyczna, nie wierzyłam, ale to naprawdę działa. Z dotychczasowych 3 dni przedszkolu jeden spędziłam niemal w całości, drugi prawie w połowie, dziś 5 minut. Trochę na sali bawiąc się z H., trochę na sali w kącie, trochę na korytarzu. Reszta dzieci całkowicie mnie ignorowała, a panie sprawiały wrażenie, że im w pracy nie przeszkadzam. H. okazał się tym najbardziej problemowym dzieckiem, spędziłam tam najwięcej czasu, reszta rodziców po połowie pierwszego dnia mogła już spokojnie wrócić do domu. Da się? Da się.
Etykiety:
dzieci
wtorek, 28 lipca 2015
Katarzyna Bonda, Florystka
W Białymstoku ginie dziewczynka. Być może ma znaczenie to, że jest pół Romką. W jej odnalezieniu mają pomóc dwaj psychologowie-profilerzy kryminalni Hubert Meyer i Lena Pawłowska. Coś ich nawet kiedyś łączyło, teraz kilka razy też, ale raczej tworzą parę wybuchową. Nie jest to może kluczowe dla sprawy, ale ubarwia opowieść. Meyer w zasadzie odsunął się od tego typu pracy po poprzedniej, bolesnej wpadce, ale zgadza się zaangażować na prośbę kolegi. Profilerzy zauważają szybko, że sprawa dziewczynki wiąże się z dwiema tragicznymi śmierciami - chłopca (flan sybelfgxv) i młodej kobiety - sprzed kilku laty. Śledztwo toczy się mozolnie, z przeszkodami (bo ciężko za okoliczność pomagającą uznać choćby to, gdy Meyer dowiaduje się, że został zatrudniony po to tylko, by się spektakularnie skompromitować, a Lena - by go śledzić i kontrolować), wątki i podejrzani się mnożą, sprawy komplikują. Tytułowa florystka raz bywa ofiarą, raz podejrzaną.
Podobało mi się, że żaden z bohaterów nie jest jednoznaczne zły, ani jednoznacznie dobry. Bałam się, że Lena będzie taką superkobietą twardzielem, jakich ostatnio dużo w kryminałach. Ale i ona ma swoje słabości, których nie ukrywa, a tworzą z niej prawdziwego człowieka.
Bardzo taktownie przedstawiony jest wątek romski, nawet w tle nie widać żadnych waśni między nimi a Polakami. Ot, po prostu są, mniejszość jak każda inna. Jeden z wysoko postawionych policjantów przyznaje się nawet, że jest spokrewniony z zaginioną dziewczynką.
Jednego mi brakowało - choćby akapitu raportu profilerów. Poznajemy tylko ich rozterki i dyskusje, a potem gotowe wnioski, z których korzysta policja i prokurator. Pewnie takie rzeczy są nudne, ale na potrzeby książki dałoby się pewnie coś wykroić. A widać, że autorka zrobiła kawał porządnej, riserczerskiej roboty.
Podobało mi się, że żaden z bohaterów nie jest jednoznaczne zły, ani jednoznacznie dobry. Bałam się, że Lena będzie taką superkobietą twardzielem, jakich ostatnio dużo w kryminałach. Ale i ona ma swoje słabości, których nie ukrywa, a tworzą z niej prawdziwego człowieka.
Bardzo taktownie przedstawiony jest wątek romski, nawet w tle nie widać żadnych waśni między nimi a Polakami. Ot, po prostu są, mniejszość jak każda inna. Jeden z wysoko postawionych policjantów przyznaje się nawet, że jest spokrewniony z zaginioną dziewczynką.
Jednego mi brakowało - choćby akapitu raportu profilerów. Poznajemy tylko ich rozterki i dyskusje, a potem gotowe wnioski, z których korzysta policja i prokurator. Pewnie takie rzeczy są nudne, ale na potrzeby książki dałoby się pewnie coś wykroić. A widać, że autorka zrobiła kawał porządnej, riserczerskiej roboty.
Etykiety:
książki
Subskrybuj:
Posty (Atom)