A dajcie wy mi wszyscy święty spokój.
poniedziałek, 17 lutego 2014
piątek, 14 lutego 2014
O pomidorach i nowej definicji ,,bez''
Nie jadam pomidorów. Nie lubię. Na samą myśl o oślizgłej galarecie, skórce i ziarenkach, gardło samo mi się zaciska, a żołądek zmierza ku górze. Poprosiłam więc na stołówce o tortilę bez pomidora. Pani bez problemu przyjęła zamówienie, upewniła się w kuchni, że zrozumieli, zapłaciłam, czekam. Po chwili pojawił się talerz z moją tortilą, zgrabnie na talerzu ułożoną (bo to niby stołówka, ale dbają, żeby było ładnie na talerzu) otoczoną... pomidorkami koktajlowymi.
Etykiety:
reszta
poniedziałek, 3 lutego 2014
O uśpieniu czujności
Są dwie sytuacje, w których rodzic powinien zachować szczególną czujność:
- cisza, gdy dziecko się bawi;
- odgłosy dobrej zabawy i samozadowolenia, gdy dziecko powinno spać.
Bo to drugie może świadczyć o tym, że dziecko wzięło pudełko z mokrymi chusteczkami i wyjmuje je, cierpliwie jedną po drugiej, całe duże opakowanie.
- cisza, gdy dziecko się bawi;
- odgłosy dobrej zabawy i samozadowolenia, gdy dziecko powinno spać.
Bo to drugie może świadczyć o tym, że dziecko wzięło pudełko z mokrymi chusteczkami i wyjmuje je, cierpliwie jedną po drugiej, całe duże opakowanie.
Etykiety:
dzieci
piątek, 24 stycznia 2014
O niewyspaniu
Z chęcią zamienię przysługującą mi w pracy godzinną przerwę na karmienie na przerwę na drzemkę.
Etykiety:
życie
środa, 8 stycznia 2014
No to się napracowałam
Drugi dzień pracy, godzina 12. Telefon ze żłobka, że H. ma gorączkę i z trudem oddycha. Szybka jazda do lekarza. Zapalenie oskrzeli, prawie 2 tygodnie zwolnienia. Yeah!
Narzekałam kiedyś na naszą przychodnię. Dziś zaskoczyłam się bardzo pozytywnie. Poszłam do rejestracji, pokazałam, że dziecko ledwo oddycha, po dwóch minutach z gabinetu wyszła lekarka (przyjmowała akurat dzieci zdrowe), wzięła nas do innego gabinetu, osłuchała, wypisała receptę i kazała pędem lecieć do szpitala na rtg, czy tam aby w płucach nic nie ma. Nie było na szczęście. Pędem, bo skoro rano był tylko katar i suche pokasływanie, a w południe gruźliczy charkot, to nie wiadomo, jak to szybko może pójść dalej.
Narzekałam kiedyś na naszą przychodnię. Dziś zaskoczyłam się bardzo pozytywnie. Poszłam do rejestracji, pokazałam, że dziecko ledwo oddycha, po dwóch minutach z gabinetu wyszła lekarka (przyjmowała akurat dzieci zdrowe), wzięła nas do innego gabinetu, osłuchała, wypisała receptę i kazała pędem lecieć do szpitala na rtg, czy tam aby w płucach nic nie ma. Nie było na szczęście. Pędem, bo skoro rano był tylko katar i suche pokasływanie, a w południe gruźliczy charkot, to nie wiadomo, jak to szybko może pójść dalej.
Etykiety:
dzieci
poniedziałek, 6 stycznia 2014
No i skończyło się rumakowanie
Jutro, po 1,5 roku w domu, w tym 15 miesiącach z H. (nie, nie nazwę tego siedzeniem w domu) wracam do pracy. Sama praca problemem nie jest, po kilkunastu latach przyzwyczaiłam się, mam swoje miejsce w machinie i dobrze mi z tym. Boję się za to tego całego bałaganu związanego z rannym wstawaniem, wyszykowaniem i zawiezieniem dzieci do żłobka i szkoły. Żłobek prywatny, ale w idealnym miejscu w układzie dom-praca i jak na razid sprawia dobre wrażenie. Największym problemem jest tu Ulica, niemal non stop zakorkowana. Do Maćkowego przedszkola (cały kiometr od domu) jechaliśmy kiedyś 40 minut. I nie da się tego obejść. Pieszo odpada, choć i do szkoły i do żłobka da się, bo muszę potem do pracy. Rower odpada, bo do mojego nie przyczepię fotelika. Autobusem bez sensu. Odkąd mieszkam w Poznaniu, słyszę o budowie Nowejulicy, nawet jakieś plany widziałam z 10 lat temu. Ale urzędnicy cały czas się zastanawiają, jak to jeszcze skomplikować. Może tramwaj puścić? A może trolejbus (wtf?)? A w ogóle to po, przecież są inne wydatki, ludzie się już do tych korków przyzwyczaili, nie będziemy im psuć codzienej rutyny. A kij wam w oko.
Etykiety:
życie
niedziela, 5 stycznia 2014
O docenieniu talentu
M. lubi barszcz w każdej postaci. Dziś padło na najzwyklejszy czysty, do picia z kubka. Pech chciał, że wyszedł nieco za ostry. Barszcz wypity, obiad zjedzony, pół popołudnia jeszcze przed nami. Pytam:
- To co robimy? (w sensie może by gdzieś wyjść, odwiedzić kogoś czy coś podobnego).
M.:
- Możesz poćwiczyć robienie barszczyku.
- To co robimy? (w sensie może by gdzieś wyjść, odwiedzić kogoś czy coś podobnego).
M.:
- Możesz poćwiczyć robienie barszczyku.
Etykiety:
dzieci
Subskrybuj:
Posty (Atom)